Pozytywnie?

22 marca 2006

Ta notka ma na celu uświadomić piszącej jaki ten świat potrafi być wspaniały, i że zawsze mogło być gorzej.

Sobota.
plan dnia:
10,00 lekcja japońskiego
12,00 koniec lekcji
13,03 autobus do domu
14,30 obiad w domu
15,00 sprzątanie pokoju
16,oo ewentualne prace domowe zaproponowane przez rodziców
– czytanie książki i ogólne obijanie się
20,00 WoE

realizacja planu dnia:
8,20- Czas wyjść na autobus

-Poproszę dwa bilety za..(intensywne myślenie żeby sie nie pomylić) zloty.. czterdzieści?
-Masz za zloty czterdzieści pięć. (wyrzucenie biletu z okienka z groźną miną a’la „znowu chcą mnie oszukać”)

8,35- autobus spóźnia się 5 minut. Normalka. Zazwyczaj czekam więcej. Co z tego? W końcu mogło nie być w ogóle busów do TG. Mogło być zimniej. Mogłam bardziej zmarznąć. Nogawki mogły mi bardziej przemoknąć.
~Jest cześć.
9,ileś- mój przystanek, ktoś wypycha mnie za drzwi. Zawsze mogłam się wywalić. Zawsze mogłam wpaść w większą kałużę. Zawsze mogłam nie dojechać. Zawsze mógł być siakiś wypadek.
~Jest siema.
9,naście- Matras, nic nowego, expedjentki łażą za mna i się gapią jak na złodziejkę.
9,dziesiąt- TCK, kochane TCK… Zamknięte. Nagle od środka pojawia się postać idąca w kierunku drzwi.

-Eh, znowu na ten japoński? Nie możecie przychodzić o normalnych porach? O której się lekcje zaczynają, hm? Dopiero co pozmywałam podłogi. Następnym razem blablabla

Rozglądam się i sprawdzam ile „nas” jest.
ixtra. Nie musiałam nic mówić, ludzie tutaj czytają w myślach ._. Dobrze, że mnie w ogóle wpuściła. Mogłam dalej marznąć, a nogawki dalej mogły pęcznieć od śniegowej papki i zamarzać na dole.
Idę krańcem podłogi, docieram do „poczekalni” aby usiąść na twardym, niewygodnym krześle. Dobrze, że w ogóle są jakieś krzesła.
Nie ma nowej wystawy, nie ma jak zabić czas. Mogli w ogóle nie wysilać się na wystawy. Zawsze mogli nieprzykładać się do nich i robić je na „odwal się”.
~Jest yo.
ok 9,50- zaczyna przybywać ludzi.
Haha i hihi, ogólny gwar i zabawa. Koleś wyciąga papieroska i dmucha mi przed nosem. Mogłam zacząć się krztusić, paść od razu trupem.
~Jest elo!
10,00- rozpoczyna się lekcja. Ktoś mnie depcze wchodząc do sali.
12,00- ciekawe co dzisiaj Ota-sensei wymyśliła za nauki.. Ups, już koniec lekcji. Jakoś się skupić nie mogłam…
Wychodzimy z sali, ktoś mnie depcze.
12,ileś- kibelek i idziemy na przystanek. Po drodze kupujemy kruwy.
12,dziesiąt- zostaję sama na przystanku. Jak miło, że wszystkim pasują busy i nie muszą czekać.
ok 12,45- siadam na ławeczkę opodal, bo ktoś zaczyna wydmuchiwać na mnie opary tytoniowe.
12,50- ziiimno, dzwonię do taty.

-Tato, jestem na przystanku i czekam na autobus. Czy mogłbyś…
-A, to fajnie, Czekaj dalej. Powiem mamie, że niedługo będziesz i żeby robiła obiad. Zgłodniałem.
-Ale… Mógłbyś po mnie przyjechać? Bo troche mi zim..
-No coś ty! Zajęty jestem *Myślałem że zmiękniesz. (telewizor)*.
-Ale na prawdę trochę zmar..
-Słuchaj no, sama chciałaś na ten japoński chodzić. Nie jest tak, la?
-No… tak, ale…
-Blablabla
-To ja kończę, mam już mało kasy.
-Blablabla
-To pa.
-Blablabla
*pik*
Zawsze mógł się wkurzyć i nie pozwolić mi na dalszą naukę. Mógł mi kazać niewracać. Mógł bardziej się rozgadać. Mogłam stracić całą kasę na komórce.
Idę do kiosku kupić kartę (2 zł to mało, a następne doładowanie za ok tydzień) , Kiosk zamknięty. Idę do budki obok.

-Poproszę kartę orange za dwadzieścia pięć złotych.
-Masz!
-Ale to nie jest z orange.
-Masz!
-Ta też nie…
-Masz i zmiataj!
~Jest cześć siema~!

Chcę doładować, ale jakieś żule się na mnie gapią, więc wolę nie ryzykować. Chowam wszystko głęboko do torby i podczas siłowania się z rzepami spostrzegam żółty autobus z numerem 83.
.
.
.
Aaa~ To mój! Wskakuję w ostatnim momencie potrącając kogoś po drodze.
Kasuję bilet, ludzie się na mnie gapią. Czy oni wszyscy jeżdżą na gapę? :o
Przepycham się na koniec autobusu i stoję w rogu.
Pod koniec trasy wpada siakaś roześmiana elo młodziesh.

-Sorry muoda! *przy zakręcie wpada na mnie jeden elo gość z roześmianej elo mlodzieshy*
-Sorry! *wpada na mnie ten sam elo gostek, tym razem nie potrzebował zakrętu*
-SORRY *szturcha mnie i krzyczy, co wywołuje chichot u jego elo fumfeli*

Zaskakujące jak morderczy wzrok, a następnie totalny ignor działa na takich ludzi.
Gdyby nie to, że musiałam wysiadać, kto wie co by się działo~
~Jest cześć siema yo~!
ok 14,00- wysiadka
14,dziesiąt- w domu, obiad i takie tam. Tata wpada na genialny pomysł- rodzinna wycieczka do palmiarni. Z tego nawiązuje się kłótnia pomiędzy rodzicielami. Nie warto zostać w domu i narażać się mamie. Z drugiej strony nie chce mi się wysłuchiwać jaka to mama jest zła itp. W końcu dochodzę do wniosku, że wolę nie zwracać uwagi na biadolenie ojca i zajmę się podziwianiem natury.
ok 16,00- jedziemy do palmiarni. Powoli się ściemnia. Otaczająca zieleń działa kojąco na nerwy. Uspokajam się trochę. Jest całkiem znośnie. Atmosfera udziela się pozostałym, tata prowadzi mnie i brata do kawiarenki gdzie każde z nas zamawia coś dla siebie.
ok 18,00- zbieramy się do domu.
18,dziesiąt- w domu mama trochę ochłonęła, ale dalej się złości. Idę do swojego pokoju czytać książkę.
19,40- podejście #1

-Marek… daj mi kompa *.* <--babmi -Nie. 19,50- podejście #2 -Marek... -Nie. -Ale czemu? :< -Bo mnie nie było cały dzień. -Mnie też. -Co mnie to? 20,00- podejście #3 -Prooooszę? -Przecież WoE jest o 21. -Eee... Nie? Już się zaczęło. -Aha. (...) -MAREK~! -Nie. 20,15- podejście #4 -Już? -Nie. -Czemu mi nie chcesz dać? ;__; -Bo się ciągle pytasz. Gdybyś mi raz powiedziała, to blablabla -Już? -No dooobra, ale blablabla -Sioo~ >,< -Kk… 20,dziesiąt- Party plox~ 20,dziesiąt- Proszę mnie nie zabi… Au. 21,dziesiąt- Czy możesz mnie nie… Bolauo. 22,ileś- Idę się umyć, ścielę łóżko, pakuję się, kładę się spać. 01,ileś- *tuuut* ~Jest cześć siema yo elo~!!!!112 Ale to wcale nie był zły dzień… http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/banany.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/bonsai.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/drozka.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/gora.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kaktuski.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kaktusy.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/karpie.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kfijatek.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/listek.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/palma.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/stawik.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/ziele.jpg

2 Odpowiedzi na “Pozytywnie?”

  1. 1 Seph Pisze :

    Tomaszom mowimy stanowczo : NIE! prawda?
    Co do notki : ‚always look on the bright side of life’ *gwizdu gwizdu gwizd* Ja np. w ogole nie mam mozliwosci odwiedzenia palmiarni, wziecia udzialu w lekcjach jap. czy poklocenia sie z rodzenstwem (to ostatnie mi zbytnio nie przeszkadza :P)

  2. 2 Dodo Pisze :

    o własnie~! olłejs luk on de brajt sajd of jor lajf~! Sysko zalezy od podejscia do sprawy. jak sie ma zły dzien to nawet fajne rzeczy sie wydaja głupie~! A jak sie jest w dobrym nastroju to najgorszą gorszosc mozna pokonac pozytywnym mysleniem i dobrym humorkiem ^-^

Napisz odpowiedź


  • RSS