.hr, oy!

2 sierpnia 2007

Wracając ze sklepu słyszę:
- Ej, ej! Patrz- to moja koleżanka!- Mały chłopczyk wskazuje na mnie tłustym palcem.
- Jaaa! Serio?!- dziwi się kolega z piaskownicy.
- Noo~ Pokażę ci! Czeeeść!!1- to ostatnie skierowane było do mnie.
- O, hej ^.^’- udaję, że wcześniej nie zauważyłam maluchów.
- Łaaaał! – komentuje niedowiarek.

Ale nie miałam pisać o niedyskretnych dzieciakach, tylko o pobycie w Chorwacji…
Na kilka dni przed samym wyjazdem udzielał mi się dobry humor. Uśmiechałam się na samą myśl o odsunięciu tylu nieciekawych spraw :o Po prawie pół roku „focha” ojciec zaczął się dziwnie przymilać. To daje dużo do myślenia. Co więcej chciałam odpocząć od ogólnie przytłaczającej atmosfery w domu i poza. Byłam na skraju wytrzymania a ostatni dzień w Polsce był już ostatecznym.
Machina mająca wywieźć nas(mnie i mamę) spóźniła się; pojazd z pewnością nie był przystosowany do dalekich podróży co można było poznać po źle wyprofilowanych, skajowych siedzeniach (biedne odparzone tyłki ;x), braku podnóżków oraz wszechobecnego braku miejsca na cokolwiek; przed nami był Wiktor, którego posądziłyśmy o adhd i coś w rodzaju bulimii działającej w jedną stronę (dzieciak jadł i pił non stop o_O). Natomiast za nami znajdowało się autokarowe WC, które okupowane było głównie przez Wiktorka, bo po co są postoje?
To jeszcze nic w porównaniu z tym, co spotkało nas na miejscu.

Zbytnio narzekam? Racja. Nie było aż tak źle. Pozytywnym akcentem tej nie najlepiej zapowiadającej się wyprawy była przewodniczka Alicja. Wiecznie uśmiechnięta i wiecznie spóźniająca się na zbiórki…

Ciekawi co było na miejscu? To do następnej notki /ok.

Jedna odpowiedź na “.hr, oy!”

  1. 1 Dodo Pisze :

    oi ;p Tego mi nie mowilas /ho
    Ostro ostro Ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo (oh rly?) No to czekamy na ciomg dalszy

Napisz odpowiedź


  • RSS