Tatarak

18 października 2009

Tatarskie
ziele ma dwa zapachy. Jeżeli się potrze w palcach zieloną wstążkę,
miejscami przymarszczoną, poczuje się zapach, łagodną woń „wody
ocienionej drzewami”, trochę tylko zatrącającą zapachami wschodu. Ale
kiedy się włoży nos w bruzdę, wyłożoną jak gdyby watą, czuje się obok
kadzidlanej woni zapach błotnistego iłu, gnijących rybich łusek, po
prostu błota. Aromat śmierci.

W
dzieciństwie tatarakiem wykładano podłogi sieni i balkonów, panował on
niepodzielnie w dniach wesołych i naprawdę zielonych świąt. A
jednocześnie przypomina mi on zawsze śmierć mojego pierwszego
przyjaciela, który utopił się mając trzynaście lat. To było o świtaniu
mojego życia, we wczesnym dzieciństwie. Ale i dzisiaj wywołuje ten
podwójny zapach niewesołe myśli.

Koniec
ma jakieś tajemnicze związki z początkiem. Zapach dzieciństwa odnajduje
odpowiednik w zapachu starości, młodość odbija się w zielonym lustrze
wieku dojrzałego. Taką jest w moim życiu historia Tataraku.

Jarosław Iwaszkiewicz, "Tatarak"

Napisz odpowiedź


  • RSS