ops ops

1 listopada 2007

You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Pointed Scale 1.
You got Animal Skin 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Potato 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Potato 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Green Herb 1.
You got Sticky Mucus 1.
You got Animal Skin 1.
Use @request or PM a GM on IRC if you have a question or problem!
Please remember to vote for ViciousRO, Thanks!
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Sticky Mucus 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Potato 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Potato 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Green Herb 1.
You got Potato 1.
You got Garlet 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Honey 1.
You got Potato 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Potato 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Garlet 1.
You got Animal Skin 1.
You got Sticky Mucus 1.
You got Sticky Mucus 1.
You got Green Herb 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Potato 1.
You got Animal Skin 1.
You got Potato 1.
You got Green Herb 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Garlet 1.
You got Potato 1.
You got Sticky Mucus 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Potato 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Raccoon Leaf 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Bear’s Footskin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Animal Skin 1.
You got Raccoon Leaf 1.
Night has fallen
Sadako : :O
Sadako : hi ;o
GM-Zim : Was that a coincidence
GM-Zim : that you got up as the same time I healed you?
Sadako : ee..
Sadako : I was reading a book :< GM-Zim : I see… Sadako : ^^’ You got Raccoon Leaf 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Animal Skin 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Animal Skin 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Animal Skin 1. You got Potato 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Garlet 1. You got Green Herb 1. You got Sticky Mucus 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Potato 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Potato 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Animal Skin 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Garlet 1. You got Grape 1. You got Sticky Mucus 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Animal Skin 1. You got Raccoon Leaf 1. You got Raccoon Leaf 1.

.hr, oy! part 2

10 września 2007

W nocy puszczano film, który strasznie trzeszczał, więc wszyscy turyści byli zmuszeni go oglądać ._.’
Ostatni postój przed chorwacką granicą był tak zimny, że niektórzy zaczęli wątpić, aby kierowca jechał we właściwą stronę..
Nie wspominając o dwudziestoczterogodzinnym nadmuchu zimnym powietrzem wprost na podróżujących- zmarzłam ;_;
Nic dziwnego, że wszystkich „szokło” po wyjściu z autokaru po dojechaniu na miejsce. Już nawet nie chodzi o temperaturę, ale te widoki *_*
Wysadzono nas na przystani promowej i ogłoszono wolny czas. Był nawet wyznaczony określony teren do zwiedzania z przewodnikiem kto chciał. Joszko <3 Przystojny, inteligentny, dowcipny... Ale wróć ;d Oprowadził nas po Splicie, poczęstował rakiją... Reszta wolnego czasu zleciała na uzupełnieniu zapasów żywnościowych (owoce :)~ )no i tego, czego się zapomniało zabrać z Polski. Szaleństwo ^D^ No to czas na 2h rejs byczym promem <3 Tu upał dawał się już we znaki ostro ;o Później tylko ok 15min autokarem i jesteśmy w naszym hoteliku! Po drodze autokar niebezpiecznie przechylił się w jedną stronę- mijaliśmy kampus dla naturystów >:D
Za każdym razem, kiedy jechaliśmy na wycieczki, autokar przechylał się tam ;d

Pierwsze wrażenie?
Rudera na leśnej wyspie. Głośno coś było i to nie przez turystów (a było w czym wybierać- Czesi, Rosjanie, Włosi, Amerykanie, Chorwaci x3, no i inne niezidentyfikowane narodowości)…
Aaa! Dziura w łazience?!
Jeść…
Po zapoznaniu się z nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi (dziura okazała się er kondyszjonerem) udaliśmy się na obiad. Coraz lepiej było. Każdemu przydzielono stolik i sąsiada- z mamą siedziałam z takim starszym małżeństwem co ich nigdy nie było ;d (Spotkaliśmy się z dwa razy na początkowych posiłkach i jakoś się nie polubiliśmy :x)
Wytłumaczono nam, że śniadanie to chaos :o Czyli stół szwedzki :p Obiad zamawia się dzień wcześniej (do każdego obiadu dostawało się zupkę- codziennie inny makaron!) No a kolacji nie było :C
Ale ale! Jak się okazało, wcale nie była potrzebna, bo sprytnie godzinami zamanewrowali i te posiłki wystarczały spokojnie na życie.
Czas zwiedzić wyspę!
W prawo do miasta, w lewo nudyści…
No to hop! W lewo :p
Taaakie widoki *-* na morze :3 Pierwsze zdjęcie z wyspy…
Idąc morzem napotkałyśmy ludzi z balkonu obok i tak już sobie zazwyczaj chadzaliśmy razem. Chociaż na początku cierpiałam przez znajomość z Jadzia, tak teraz miss U :* Codzienne wizyty po kilkadziesiąt razy mogą wykańczać :x

Następnym punktem do zwiedzenia okazał się bar ;d Blisko apartamentów mieszkalnych, stołówki i morza (w ogóle to wszędzie było blisko, tylko nie do „centrum”) <3. Tam mama poznała innych ludzi, jak się dowiedziała z drugiego autokaru, a ja Maćka i Dorotę. Podobno mieli lepszy pojazd, ale głupiego pilota :x Nie to, co nasz Joker- ciągle uśmiechnięta pani Alicja ;d Był tam taki kelner… Vlado <3333 Poprzednia grupa nazwała go Antonio i krzyczała, że im facardo ;d Serio reagował na „Antonia” xD Nu i ten kelner przyniósł od kogoś wino dla nas, młodych :o~ – darmo! ;D Tak zaczęły się cowieczorne libacje i hulanki ^x^ Następna część(oby ostatnia) w produkcji ;3

.hr, oy!

2 sierpnia 2007

Wracając ze sklepu słyszę:
- Ej, ej! Patrz- to moja koleżanka!- Mały chłopczyk wskazuje na mnie tłustym palcem.
- Jaaa! Serio?!- dziwi się kolega z piaskownicy.
- Noo~ Pokażę ci! Czeeeść!!1- to ostatnie skierowane było do mnie.
- O, hej ^.^’- udaję, że wcześniej nie zauważyłam maluchów.
- Łaaaał! – komentuje niedowiarek.

Ale nie miałam pisać o niedyskretnych dzieciakach, tylko o pobycie w Chorwacji…
Na kilka dni przed samym wyjazdem udzielał mi się dobry humor. Uśmiechałam się na samą myśl o odsunięciu tylu nieciekawych spraw :o Po prawie pół roku „focha” ojciec zaczął się dziwnie przymilać. To daje dużo do myślenia. Co więcej chciałam odpocząć od ogólnie przytłaczającej atmosfery w domu i poza. Byłam na skraju wytrzymania a ostatni dzień w Polsce był już ostatecznym.
Machina mająca wywieźć nas(mnie i mamę) spóźniła się; pojazd z pewnością nie był przystosowany do dalekich podróży co można było poznać po źle wyprofilowanych, skajowych siedzeniach (biedne odparzone tyłki ;x), braku podnóżków oraz wszechobecnego braku miejsca na cokolwiek; przed nami był Wiktor, którego posądziłyśmy o adhd i coś w rodzaju bulimii działającej w jedną stronę (dzieciak jadł i pił non stop o_O). Natomiast za nami znajdowało się autokarowe WC, które okupowane było głównie przez Wiktorka, bo po co są postoje?
To jeszcze nic w porównaniu z tym, co spotkało nas na miejscu.

Zbytnio narzekam? Racja. Nie było aż tak źle. Pozytywnym akcentem tej nie najlepiej zapowiadającej się wyprawy była przewodniczka Alicja. Wiecznie uśmiechnięta i wiecznie spóźniająca się na zbiórki…

Ciekawi co było na miejscu? To do następnej notki /ok.

MODLITWA ŻABY

15 czerwca 2007

MODLITWA ŻABY
KSIĘGA OPOWIADAŃ MEDYTACYJNYCH
TOM II
Anthony de Mello SJ

TRAN DLA PSA

Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów. Codziennie trzymał głowę protestującego psa między kolanami, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła.

Pewnego dnia pies wyrwał się i rozlał tran na podłogę. Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu mężczyzny, powrócił, żeby wylizać łyżkę. Wtedy to człowiek odkrył, że pies nie protestował przeciwko tranowi, lecz metodzie jego aplikowania.

-
Są dwa rodzaje wychowania:
To, które uczy, jak zarobić na życie
I to, które uczy, jak żyć.

-
Mała dziewczynka, w sklepie z owocami, ze skórką banana w ręce:
„Czego sobie życzysz, kochanie?” powiedział sprzedawca.
„Nowy wkład”, padła odpowiedź.

NIEBEZPIECZNA MANTRA

Gdy pewien guru miał lekcję z grupą młodych uczniów, zaczęli go błagać, żeby im wyjawił świętą Mantuę, przez którą zmarli są przywracani do życia.
„Cóż byście zrobili z tak niebezpieczną rzeczą?” zapytał guru.
„Nic. Służyłaby tylko do umocnienia naszej wiary”, odparli.
„Przedwczesna wiedza jest niebezpieczną rzeczą, moje dzieci”, powiedział starzec.
„Kiedy wiedza jest przedwczesna?” zapytali.
„Kiedy daje władzę komuś, kto nie posiada jeszcze mądrości, która musi towarzyszyć jej użyciu”.
Jednakże uczniowie nalegali tak, że święty człowiek, wbrew sobie, wyszeptał im do uszu świętą Mantuę, zaklinając ich wielokrotnie, aby korzystali z niej z największą rozwagą.
Niedługo potem młodzieńcy szli wzdłuż miejsca pustynnego, gdzie zobaczyli stertę wyblakłych kości. Kierowani bezmyślną wesołością, która towarzyszy tłumowi, postanowili sprawdzić Mantuę, która powinna była zostać użyta dopiero po dłuższej medytacji.
Skoro tylko wypowiedzieli magiczne słowa, kości oblekły się w ciało i zostały przemienione w wygłodniałe wilki, które rzuciły się za nimi w pogoń i rozdarły ich na strzępy.

-
Naprawdę nigdy nie posiadasz rzeczy,
Masz je tylko na chwilę na przechowaniu.
Jeśli nie jesteś w stanie ich oddać, to one cię trzymają.

Cokolwiek cenisz jak skarb,
Musi być trzymane w zgłębieniu dłoni,
Jak trzyma się wodę.

Starasz się to pochwycić
I już tego nie ma.

Przywłaszcz to sobie,
A usmarujesz to.

Uwolnij
I jest na zawsze twoje.

-
Nie ma większej radości,
Niż nie mieć powodu do smutku;
Nie ma większego bogactwa,
Niż zadowolenie z tego, co się ma.

BUDDA I BANDYTA

Pewnego razu zagroził Buddzie śmiercią bandyta zwany Angulimal.
„Bądź zatem łaskaw spełnić moje ostatnie życzenie”, powiedział Budda. „Odetnij tę gałąź z tego drzewa”.
Jedno cięcie mieczem i było zrobione!
„Co teraz?” zapytał bandyta.
„Przyłóż ją z powrotem”, powiedział Budda.
Bandyta roześmiał się. „Musisz być szalony, jeśli uważasz, że ktokolwiek może to zrobić”.
„Wprost przeciwnie, to ty jesteś szalony, jeśli sądzisz, że jesteś potężny, bo możesz ranić i niszczyć. To jest zadanie dla dzieci. Wielcy wiedzą, jak tworzyć i leczyć.

Taran oblężniczy może zburzyć mur;
Nie może zaleczyć wyłomy.

DWIE GWIAZDY NAD GÓRĄ

Był raz bardzo surowy człowiek, który nic nie brał do jedzenia i picia, gdy słońce było na niebiosach. Jakby na znak aprobaty nieba dla jego surowego trybu życia, błyszcząca gwiazda świeciła na szczycie pobliskiej góry, widoczna dla wszystkich pełnym świetle dziennym, chociaż nikt nie wiedział, co ją tam sprowadziło.

Pewnego dnia mężczyzna postanowił wspiąć się na górę. Mała dziewczynka ze wsi nalegała, żeby z nim iść. Dzień był ciepły i wkrótce obydwoje poczuli pragnienie. Mężczyzna namawiał dziecko do napicia się, ale nie chciało, o ile on również się nie napije. Biedak był w kłopocie. Nie chciał przerwać swojego postu, lecz nie mógł znieść, że dziecko cierpi z pragnienia. W końcu napił się. A dziecko wraz z nim.

Przez długi czas nie śmiał spojrzeć w niebo, bo obawiał się, że gwiazda zniknęła. Więc wyobraźcie sobie jego zdziwienie, gdy spojrzawszy po chwili, zobaczył dwie gwiazdy świecące jasno nad górą.

KAMIEŃ FILOZOFICZNY

Zbadaj to, co lubią nazywać
Wolnym i odpowiedzialnym zachowaniem,
A prawdopodobnie stwierdzisz,
Nie świadome działanie,
Lecz mechaniczne odruchy.

Mówią, że kiedy spalono wielką Bibliotekę Aleksandryjską, ocalała tylko jedna książka. Była to bardzo zwyczajna książka, nudna i nieciekawa, więc sprzedano ją za parę groszy biedakowi, który ledwie umiał czytać.

Jednakże książka ta, jakkolwiek na nudną i nieciekawą wyglądała, była prawdopodobnie najcenniejsza książką na świecie, gdyż na wewnętrznej stronie tylnej okładki nagryzmolono dużymi, okrągłymi literami parę zdań, które zawierały tajemnicę Kamienia Filozoficznego – małego kamyczka, który mógł wszystko, czego dotknął, zamienić w czyste złoto.
Napis oznajmiał, że ten cenny kamyk leży, gdzieś na brzegu Morza Czarnego wśród tysięcy innych kamieni, które są identyczne jak ten, tyle tylko, że podczas gdy pozostałe kamienie są zimne w dotyku, ten jeden jest ciepły, jak gdyby był żywy. Mężczyzna uradował się swoim szczęściem. Sprzedał wszystko, co miał, pożyczył dużą sumę pieniędzy, która wystarczyłaby mu na rok i wyruszył nad Morze Czarne, gdzie rozbił namiot i rozpoczął mozolne poszukiwania Kamienia Filozoficznego.

Zabrał się do tego w następujący sposób: podnosił kamyk; jeżeli był zimny w dotyku, nie rzucało z powrotem na brzeg, ponieważ gdyby tak robił, mógłby podnosić i dotykać tego samego kamienia wiele razy; nie, wyrzucał je do morza. Tak każdego dnia, godzinami cierpliwie nie ustawał w swym wysiłku: podnosił kamień, jeśli był zimny, wrzucał go do morza; podnosił inny… i tak dalej, bez końca.

Spędził na tym zadaniu tydzień, miesiąc, dziesięć miesięcy, cały rok. Potem pożyczył jeszcze trochę pieniędzy pieniędzy dalej usilnie szukał przez następne dwa lata. Ciągle to samo: podnosił kamień, dotykał go… był zimny, wrzucał go do morza. Godzina po godzinie, dzień po dniu, tydzień po tygodniu… nadal bez skutku.

Pewnego wieczoru podniósł kamyk i był on ciepły w dotyku – i siłą zwykłego przyzwyczajenia, wrzucił go do Morza Czarnego.

ZŁOŚĆ JEST LEPSZA, NIŻ DESER

Pasażer w pociągu składał zamówienie u kelnera wagonu restauracyjnego. „Na deser”, powiedział, „poproszę ciasto z owocami i lody”.

Kelner powiedział, że nie mają ciasta z owocami. Mężczyzna wybuchnął: „Co? Nie macie ciasta? To absurd. Jestem jednym z największych klientów, jakich posiada ta kolej. Co roku organizuję wycieczki dla tysięcy turystów i zlecam przewóz setek ton ładunków. A kiedy sam podróżuję tą linią, nie mogę dostać prostej rzeczy, jak ciasto z owocami. Porozmawiam o tym z waszym prezesem.”

Szef kuchni zawołał kelnera na stronę i powiedział: „Możemy dostać dla niego ciasto z owocami na następnym przystanku”.

Zaraz na następnym przystanku kelner powrócił znowu. „Miło pana poinformować, że nasz szef kuchni postarał się o to ciasto specjalnie dla pana. Mam nadzieję, że będzie panu smakować. A wraz z nim, chcielibyśmy panu zaoferować ten siedemdziesięcioletni winiak, jako ukłony od linii”,

Pasażer rzucił serwetkę na stół, zacisnął pięść i krzyknął: „Do diabła z ciastem. Wolę być zły!”.

(jak puste byłoby nasze życie, gdybyśmy nie mieli na co się obrażać…)

ZDJĄĆ SKRZYNIĘ, CZY WSADZIĆ

Dwie ciężarówki stały do siebie tyłem, a kierowca mozolił się, żeby przeładować olbrzymią skrzynię z jednej ciężarówki na drugą.

Przechodzień, widząc jego rozpaczliwą sytuację, zaofiarował się pomóc. Tak więc obydwaj sapali i mozolili się przez ponad pół godziny bez skutku.

„Obawiam się, że nic z tego”, wydyszał przechodzień. „Nigdy jej nie zdejmiemy z tej ciężarówki”.

„Zdejmiemy!” wrzasnął kierowca. „Wielki Boże, ja nie chcę jej zdjąć. Ja chcę ją wsadzić!”.

Wtfs goin’ on with me? ;_;

27 marca 2007

Jeśli cale życie byłam mało wartościową osobą, a nagle okazuje się, że nie jest to tak do końca prawdą, to…
No właściwie co?

W pewnej książce była przedstawiona kobieta. Zwykła, przeciętna, ale Kiedy odsłaniała uszy stawała się bardziej wartościowa, cudowna wręcz. Dzięki magicznym zdolnością jej idealnie kształtnych uszu potrafiła zdobyć to, czego chciała.
Czy ja mam w sobie coś takiego w sobie? Chyba tak… Raczej każdy z nas ma, ale musimy nauczyć się odkrywać swoje uszy w odpowiednich momentach. Mi jak dotąd się ta sztuka nie udała…

WYCIECZKA- surwiwer

15 lutego 2007

Czej, jestem sobie Tsu.
Jestem gupia Cu.
Właśnie jadę do Opola ^.^/
Nom ostro…

13.02.2007
Sms z wiadomościa, że jadę do Opola.

14.02.07
ok 9.45
Man przyjeżdża

-Gdzie stoi Twoj ojciec?
-Pojechal do domu?
-To jak dojedziemy do Tarnowskich Gór…?

I tak oto zaczyna się nasza podróż oraz wyścig z czasem~
Biegusiem lecim pędzim na busik.
Ha~! Jest coś! ;O
Nu elo, ale czemu on jedzie aż 30 min? I czemu przepuszcza autka i staruszki na rondzie? ._.
Siłą rzeczy zabrakło nam tych 3 min na kupienie biletów i dojście
[Cze Seph; miło było usłyszeć, że ktoś się martwi]
na peron.
Nom to co robimy? Radzimy się~! Panie na TG’órskim dworcu były miłe i poleciły nam jechać z Gliwic skąd jest
więcej połączeń i nawet powiedziały, że o 12.27 i 13 ileś coś jedzie!
Jest nadzieja *-*
Tya, ale czemu najbliższy bus jest dopiero za godzine? ._> Nie dane nam było szukać odpowiedzi na te pytania i
inne- 3a było kombinować! (w tym momencie prawgnę pozdrowić tatę, który jeszcze nigdy nie pomógł mi w podobnie
kryzysowej sytuacji ;*)
Obdzwoniliśmy kogo się dało, busów ni ma, busików ani taxi tysz @,@
To może pociąg? :o
Się wracamy i zasięgamy kolejnych uprzejmych informacji u pań z dworca pykypy.
Znaczy, że kupa i czekamy 1h na 112.
Lol objazd !@#$%^&~
Nie no og, przecież nic nie szkodzi- ten pociąg poczeka :< Chwila namysłu, gdzie tu dworzec… -Przepraszam, gdzie… Z drobną pomocą (kto tu postawił ścianę na ulicy?!) doszliśmy na pkp. Jest! Jest pociąg <3 Kupuję bilet i idziemy na peron. Ale ale~! Oto „z peronu 4 pociąg przenosimy na 1″ informuje uprzejmie przepraszając kobieta za głośnikiem. Spx! Thx! Chwila… Czemu na 2 osoby mamy jeden bilecik? :< „Pociąg zostaje opóźniony o 10 minut, serdecznie przepraszamy”. Uff ~~ Kupujemy bilet i wracamy grzecznie na peronig. Już niedługo pojedziem /slur Wałek! Znowu opóźnienie <3 Nahle~ coś podjeżdża pod nasz peron :O Pani z syntezatorni uprzejmie przeprasza, ale to nie nasz ciapong :c nasz podstawia się w kilka minut później przy peronie… 3 ^.^/ Uaa~ Pociąg *=* Nasz pociąg! Wsiadamy, wybieramy elo miejscówy i… i nic _^_ Se ma opóźnienie przy starcnie c’nie? Nom i se teraz jade…

;_;

31 grudnia 2006

Lodowisko.


- Przepraszam, na lodowisko tutaj?
- Na następnym przystanku.
- Uhm.

*Hmm… Gdzie ja jestem? ;O
Umm. This way~! This way!*

- Przepraszam, idąc prosto dojdę do lodowska, prawda?
- Do lodowiska…?
- Mhm, lodowisko ^^.
- …
.
.
.
- Aż tak daleko? ^^’.
- Lodowisko… Ja przepraszam, ja z Niemiec… :< - Ah, nic nie szkodzi ^_^ - Ja przepraszam, trochę wypiłam… *łza?* - Ależ naprawdę nic się nie stało… - Przepraszam… Najlepiej jak skręci pani tu w prawo i cały czas prosto, ale ja przepraszam… *łapie mnie za rękę* Bardzo przepraszam, ale poróżniłam się z rodziną… *płacze* - Jak to? :< Święta to przecież czas wybaczania… *obejmuję jej dłoń*. - Przepraszam panią… Tu w prawo i później prosto… Przepraszam… - Dziękuję… Niech pani się trzyma ^^’ - S z c z ę ś l i w e g o Nowego Roku… *odchodzi* I ja Wam życzę szczęścia w Nowym Roku.

Wah, że omg -.-

27 listopada 2006

Ej lol, koleś- jestem prawie pewna, że to czytasz.
Po prostu own3d~! Jak tak bardzo cię wkurzam, to czemu się tak na mnie gapisz w szkole? Czemu przebywasz pod moim domem więcej, niż jest to konieczne (możliwe? ;d) Czemu, kiedy jestem w pobliżu, zachowujesz się „naturalniej” niż zwykle? Czemu „odprowadzasz” mnie na przystanek? ._.
Miało być pa conie?

enyłej
Zaczęłam dość nieteges xP Nu ale musiałam się wyżyć :x
Piszę już kolejną notkę na kartce i jakoś żadna nie pasuje tutaj. Tak więc postanowiłam się zbytnio nie rozpisywać i przepisze pięknie to, co przygotowałam >:3

*podszas sprawdzianu z religii*
- Trzecie Cee~!!!!`11

Babka zabrała mu pracę za podpowiadanie (tam nie było wybocu a b c, tylko trzeba było napisać wszystko słownie ;d).

Matematyka:

- Co ona powiedziała?
- Że zapisujemy plan lekcji.
Emm..
- temat :x

Matematyka:
A: Co tam jest: razy czy plus?
N: Nie wiem.
A: A dam minus.

Marcin dostał kape z maty.
- SsssS~
*suka*
szeptem

Hasełko chłopaków z kla
- Wal się na misia~!

Historia:

Ś: Matka kalkuta z Teresy

Ś: Nie mów do mnie monotonnie… Nie mów do mnie monotonnie… Nie mów do mnie monotonnie…~

Polski:

*facet napisał „morze” po grecku [rysował mapkę na tablicy]
P: A czemu pan normalnie nie napisał „morze”? :o
*facet robi unik jak w matrixie*
M: Potrafię się uchylić takim pytaniom ^_^

Siła

20 września 2006

„Wracaj moje piórko!
Kiedy ciebie nie ma moje piórko – jestem wielki ciężki słoń.
Kiedy ciebie nie ma moje piórko – w głowie mam kapustę zamiast ognia (…)”

niemoc: 1. osłabienie, slabość, bezwład; 2. dawn.: choroba, niedomaganie; 3. przen.: bezsilność, bezradność, bierność.

złościć się: gniewać się, irytować się, denerwować się, rozdrażniać się, rozjątrzać się, rozjuszać się, unosić się, wściekać się, zżymać się na coś, biesić się na kogoś, sierdzić się na kogoś, żołądkować się, wpadać w złość a. gniew, unosić się gniewem a. złością.

wg „Praktyczny Słownik Wyrazów Bliskoznacznych”.

Esy, floresy i fantasmagorie:

- A jest jakaś cena w różnicy ;o ? (różnica w cenie)
- Ej, lew ci kreci :x (krew ci leci)
- Patrz na krzewa i drzewy! (krzewy i drzewa)

- o ktorej mi dasz kompa?
- a o ktorej konczysz jutro lekcje?

- ja jestem za
- a ja przeciw. a ty?
- zgadzam sie z wami

uslysz joke:
- posluchaj tego: *pruut*

Wakacyjne złote myśli

30 sierpnia 2006

U ciotki Krysi:
Ciocia chce odświe~ż~yć kawalerkę, tzn chce pomalować pokoje- szuka pomocników.

Daniel: Ja będę kolory mieszał!
Kasia: A ja będę patrzała czy równo malujecie!

oboje są niewidomi ;d

- A włosy powiewały jej niczym… jednorazówka z plusa.

- Babcia z chrustem na plecach~!
by szadka

- Smaruj duoe miodem to śmierdzi smrodem.
przysłowie babci

- (…) chujem gruszki obijała!
by ciocia Jancia

- Przeżycia śmiertelne
by Andzia

- równaj w górę!
by Daniel

methinks, I see… where?
- in my mind’s eyes.


  • RSS