Rudka

14 lipca 2006

Hum.. Nie wiele juz pamiętam, a moje notatki wsiomkly :x
Postaram się odtworzyć mniejwięcej jak to było. Posłużę się mmsami, ocalałymi zapiskami i resztkami wyobraźni.
Mam nadzieję, że nie wyjdzie zbyt kolorowo ta opowiastka :P

ikimashoo~

*siedzę przed kompem*

Tata: Tu cię mam~! <3 Ja: Ha. Ha… T: Pojechałabyś do Rudki? Poznasz rodzinne strony, trochę rodziny, odwiedzimy żubry, pozwiedzamy trochę… Kupię ci coś nawet! J: Możemy… T: Ok <3~ *wieczorem w kuchni* Mama: Ej ej, zgodziłaś się na ten wyjazd do Rudki? Ja: No. M: :O Ale wiesz, że to wieś? Będziesz prała, sprzątała i gotowała ojcu i dziadkowi? Tłuc się autem tyleset km, żeby zamieszkać w przegniłej chatce… J: E. Tego mi nie mówił. M: Wiesz, ja cię nie zniechęcam, bo znów będzie na mnie, ale… tam nikt nie chciał jechać i *blablabla* I tak oto postanowiłam jechać. Wyruszyliśmy grubo po 23h (pradu nie był i garaż nie chciał się otworzyć _^_ ). Squad: ja z tyłu z psem, dziadek z mapą obok taty kierowcy. Jechaliśmy… omg nie wiem, ale z 800 km będzie~ Po drodze tyle myśli przeleciało mi przez głowę… Księżyc, noc, muzyka i podróż, czyli to co maua Tsu lubi najbardziej ^-^ *podczas podróży* Tata: Widziałaś większe zadupie? :D Zajechaliśmy na miejsce wczesnym rankiem. To (http://tusia_d.w.interia.pl/rudka/Obraz%200636.jpg) ukazało się moim oczom, a nie, sry- to (http://tusia-d.w.interia.pl/rudka/Obraz%200613.jpg) :P. Odbicie pierwszego okna, szybkie sprzątnięcie stęchłej pościeli i pad do śpiworków. Przewracam się, szukam wygodnej pozycji; otwieram oczy i zauważam… zdechła mysz pod stołem xD Zapowiadało się „ciekawie”… W wielkim skrócie to cały wypad polegał na łażeniu po okolicy, wspominkom dziadka gdzie mieszkała jego pierwsza miłość a gdzie qmpel, naprawie grobów, ohah i ahah tych, ktorzy przeżyli (- Poldek, ile to już lat? -Z 40 już będzie! - Poluś, nieźle się trzymasz! - No! A kim jesteś?) [Ale co się dziwić dziadkowi i jego ziomkom z dzielni. W końcu streszczają sobie z pół wieku :o] i na końcu wyprawa do żubrów: http://tusia_d.w.interia.pl/rudka/Obraz%200621.jpg. W sumie nie było nudno. Sprzątanie gotowanie- nie przemęczyłam się. Pierwszy raz widziałam jak ojciec zmywa :D Przygoda: Jest noc, kąpię się, rozmyślam. Nagle zauważam ruch na ścianie i odruchowo odwracam główkę- pajomk na ścianie. /iiidź sobie… no idź ~~ *schodzi niżej* aa~! na górę! sioo *idzie wyżej* dobry… *w dół* aa~! Wracaj tam skąd przyszedłeś! - Taa~ *wyżej* uff… dobry. *znowu schodzi* - Tat…! *wraca się* ohh - Tatoo~!!!/ Robił sobie pajęczynke ._. Idę z dziadkiem na spacerek i przechodzimy koło stawu. - Dziadku, słyszysz jak żaby rechoczą? :D - Co?! Mms: blabla ;p „Uwielbiam konwersować z dziadziem. - Rocznik? - 89 - 87? - 89! - 81? w koncu tata pomogl xD http://tusia_d.w.interia.pl/rudka/Obraz%200641.jpg Nyo i chyba wszystko co chciałam napisać… Takie eskapady nie są złe, więc są dobre~! A, kozystajac z okazji chcialam pozdrowic pewna babcie, ktora przez cale spotkanie z dziadkiem powtarzala w kolko „Ojejej jej” I to wcale nie mialo byc dokuczliwe, wrecz odwrotnie. Nyo ale kogo tam nie bylo, ten nie zrozumie ;< Pa~

Ue.

7 czerwca 2006

;_;
Co sie ze mna dzieje?! No co, huuuh? >< Albo raczej… co sie z wami dzieje~!?!?!?!1/11/1/1/1/ Juz mi lepiej ;d mazamknietemazamkniete~~ Macku! oj boliboli .________________________________________. -ej cze! Ehh… Zadnego pomyslu… nic… pustka. A tyle do zrobienia… Czas cos robic, ale sie nie chce, nic… Musze… MUSZE aa~ brzych mnie boli!!!12345 aa~ nienawidze cie, nienawidze~!111

Kiedy prądu nie ma…

16 maja 2006

Kiedy prądu nie ma…
człowiek strasznie się nudzi. A jeśli spotkają się dwaj znudzeni, młodzi ludzie…

-Spytaj się co robię.
-Co robisz?
-Oglądam DvD

*http://tusia_d.w.interia.pl/blog/ogladamDvdk.jpg*
*http://tusia_d.w.interia.pl/blog/ogladamDVD.jpg*

-Kup mi płytę.
-DvD czy zwykłą CD?
-Chodnikową ;d~

Hm. Podoba mi się styl, którym ostatnio myślę/piszę/wyrażam siebie :3 Nikt mnie nie rozumie, kiedy właśnie nie ma rozumieć. Mogę się wyżalić – mi ulży, ale ktoś nie będzie wiedział o co chodzi. Czyli nie będzie stanowił potencjalnego zagrożenia, że się np wygada. Mogę pisać co i jak chcę i żadne niepowołane osoby nie zorientują się w niczym. Tylko… Jak tak dalej pójdzie, to nigdy nie znajdę zrozumienia w drugiej osobie… A przecież tak bardzo go potrzebuję. Właśnie teraz.
Po co pisać pamiętnik? Żeby za kilka lat przejrzeć przez co się przeszło? A jeśli tam znajdują się same złe wpisy? Jeżeli życie było ciągłym pasmem nieszczęść? Czy nadal warto prowadzić pamiętnik? Po co używać blogów? Dla zasięgnięcia czyjejś rady, osoby nam nieznmnej, nie do końca obeznanje w temacie, ale obiektywnej? Czyż nie wystarczy zwykła kartka i długopis, żeby negatywne emocje uleciały? Dlaczego mianoby suę dzielić swoimi przeżyciami, doświadczeniem? Nie lepiej zachować to dla siebie i nie wystawiać się na pośmiewisko?

Skończyć czy nie skończyc?

;x

3 maja 2006

wa~!!

plusk

;x

pomysl na notke

4 kwietnia 2006

Hm…
Siedze sobie na fizyce i siedze. W tym siedzeniu tak sie zasiedzialam, ze siedzienie zaczyna mnie bolec.
Ostatnio duzo mnie boli.
Ale moj bol siedzenia to zaden bol w porownaniu do mojego innego bolu. Na przestrzeni czasu moje bole ostatnio staja sie bardziej dokuczliwe. Porownujac na przestrzeni czasu odlegle czasy mozna smialo stwierdzic, ze odlegle czasy byly o wiele szczesliwsze niz terazniejsze czasy.

*podrywa glowe do gory i patrzy sie tepo na tablice*
- er kwadrat przez er, czyli omega. To bedzie amplituda bla b l a
~szeptu szeptu w glowie~ /anichilacja :o~ / ~szeptu szeptu w glowie~

disrooooojd~!!!2112

*opuszcza glowe i patrzy sie tepo w zeszyt*

Wracajac do tematu na temat szczescia to nie mam na ten temat o szczesciu za duzo do powiedzenia, bo szczescie jest tematem o dosc trudnej tematyce dla mnie, bo ja nie jestem na tyle inteligentna, zebym ja zrozumiala ten temat i ja chcilam jeszcze blyskotliwie dodac na ten temat, ze to zagadnienie szczescia mnie przerasta tematycznie, a biorac pod uwage moje dosc male doswiadczenia z owym tematycznym szczesciem, to ja na prawde nie moge sie o tym szczesciu wypowiadac, wiec prosze nie pytac mnie, co ja o tym mysle, bo chyba po tej mojej wypowiedzi na temat szczescia widac, ze moja wiedza jest zbyt znikoma o tym temacie.
W porownaniu do szczescia, o ktorym mozna pisac i pisac (tak jak ja siedze i siedze), to temat i tak bedzie rzeka.

Uee… Dostalam tylko 3+ z zadania z fizyki ;_;
Jakbym rozumiala osochozilo w poleceniach i co do mnie nauczyciel mowil i byc moze nawet moglam wywnioskowac co gdzie kiedy jak o ktorej z kim po co oraz za co rozgladajac sie po klasie albo przynajmniej po przypomnieniu sobie co przydatniejszych notatek, to wtedy prawdopodobnie otrzymalabym 5… Ale przy zaleglosciach z dawnej przeszlosci, nie odpisanych notatkach z ostatnich lekcji, kompletnemu odmozdzeniu i praniu mozgu, moj musk nie jest w stanie sie wysilic i rozprostowac troche faldek i tym sposobem dostalam tylko 3+.
(Ciociu!
.
.
.
Ciociu!
(…)
napisalam „przygoda” przez zet z kropka i pani dala mi tylko yyyh[bierze oddech] 3~

:o wlasnie dotarl do mnie klasowy FONSZ
<3 *guask guask* FONSZ wyglada jak wyciety pasek papieru z bloku technicznego i ma namalowany pyszczek z wezowym jezorkiem *-* oh oh, jaka uadna pagoda ;o nawet nie kce mi sie wychodzic na przerwe… *bazgroly na szybko* nieee *odrywaja ja od stolika* I tak oto moj drogi czytelniq wlasnie dotarles do konca tych moich bzdur i bazgrol i skoro tak sie juz niestety stalo to pozwol, ze Cie przez jakis czas jeszcze zatrzymam, bo jakos tak dziwnie czuje powah w tej chwili i wiem, ze jednak to przeczytasz- jednak musze Cie zmartwic bo i tak szybko o tym wszystkim moim zapomnisz, mozliwe dlatego, ze jest to bez sensu i nawet nie ma moralu, chyba ze sam sobie cos wyciagniesz, ale mi sie juz nie chce i nie bede wyciagala nic nikomu, jak zauwazyles, mi sie juz nic nie chce, wiec chyba wreszcie skoncze i tyle mnie bedziesz widziau. A tak tylko na koniec to tak poza tym to tak tylko mi sie to napisalo… No to pa *wsiak*

Pozytywnie?

22 marca 2006

Ta notka ma na celu uświadomić piszącej jaki ten świat potrafi być wspaniały, i że zawsze mogło być gorzej.

Sobota.
plan dnia:
10,00 lekcja japońskiego
12,00 koniec lekcji
13,03 autobus do domu
14,30 obiad w domu
15,00 sprzątanie pokoju
16,oo ewentualne prace domowe zaproponowane przez rodziców
– czytanie książki i ogólne obijanie się
20,00 WoE

realizacja planu dnia:
8,20- Czas wyjść na autobus

-Poproszę dwa bilety za..(intensywne myślenie żeby sie nie pomylić) zloty.. czterdzieści?
-Masz za zloty czterdzieści pięć. (wyrzucenie biletu z okienka z groźną miną a’la „znowu chcą mnie oszukać”)

8,35- autobus spóźnia się 5 minut. Normalka. Zazwyczaj czekam więcej. Co z tego? W końcu mogło nie być w ogóle busów do TG. Mogło być zimniej. Mogłam bardziej zmarznąć. Nogawki mogły mi bardziej przemoknąć.
~Jest cześć.
9,ileś- mój przystanek, ktoś wypycha mnie za drzwi. Zawsze mogłam się wywalić. Zawsze mogłam wpaść w większą kałużę. Zawsze mogłam nie dojechać. Zawsze mógł być siakiś wypadek.
~Jest siema.
9,naście- Matras, nic nowego, expedjentki łażą za mna i się gapią jak na złodziejkę.
9,dziesiąt- TCK, kochane TCK… Zamknięte. Nagle od środka pojawia się postać idąca w kierunku drzwi.

-Eh, znowu na ten japoński? Nie możecie przychodzić o normalnych porach? O której się lekcje zaczynają, hm? Dopiero co pozmywałam podłogi. Następnym razem blablabla

Rozglądam się i sprawdzam ile „nas” jest.
ixtra. Nie musiałam nic mówić, ludzie tutaj czytają w myślach ._. Dobrze, że mnie w ogóle wpuściła. Mogłam dalej marznąć, a nogawki dalej mogły pęcznieć od śniegowej papki i zamarzać na dole.
Idę krańcem podłogi, docieram do „poczekalni” aby usiąść na twardym, niewygodnym krześle. Dobrze, że w ogóle są jakieś krzesła.
Nie ma nowej wystawy, nie ma jak zabić czas. Mogli w ogóle nie wysilać się na wystawy. Zawsze mogli nieprzykładać się do nich i robić je na „odwal się”.
~Jest yo.
ok 9,50- zaczyna przybywać ludzi.
Haha i hihi, ogólny gwar i zabawa. Koleś wyciąga papieroska i dmucha mi przed nosem. Mogłam zacząć się krztusić, paść od razu trupem.
~Jest elo!
10,00- rozpoczyna się lekcja. Ktoś mnie depcze wchodząc do sali.
12,00- ciekawe co dzisiaj Ota-sensei wymyśliła za nauki.. Ups, już koniec lekcji. Jakoś się skupić nie mogłam…
Wychodzimy z sali, ktoś mnie depcze.
12,ileś- kibelek i idziemy na przystanek. Po drodze kupujemy kruwy.
12,dziesiąt- zostaję sama na przystanku. Jak miło, że wszystkim pasują busy i nie muszą czekać.
ok 12,45- siadam na ławeczkę opodal, bo ktoś zaczyna wydmuchiwać na mnie opary tytoniowe.
12,50- ziiimno, dzwonię do taty.

-Tato, jestem na przystanku i czekam na autobus. Czy mogłbyś…
-A, to fajnie, Czekaj dalej. Powiem mamie, że niedługo będziesz i żeby robiła obiad. Zgłodniałem.
-Ale… Mógłbyś po mnie przyjechać? Bo troche mi zim..
-No coś ty! Zajęty jestem *Myślałem że zmiękniesz. (telewizor)*.
-Ale na prawdę trochę zmar..
-Słuchaj no, sama chciałaś na ten japoński chodzić. Nie jest tak, la?
-No… tak, ale…
-Blablabla
-To ja kończę, mam już mało kasy.
-Blablabla
-To pa.
-Blablabla
*pik*
Zawsze mógł się wkurzyć i nie pozwolić mi na dalszą naukę. Mógł mi kazać niewracać. Mógł bardziej się rozgadać. Mogłam stracić całą kasę na komórce.
Idę do kiosku kupić kartę (2 zł to mało, a następne doładowanie za ok tydzień) , Kiosk zamknięty. Idę do budki obok.

-Poproszę kartę orange za dwadzieścia pięć złotych.
-Masz!
-Ale to nie jest z orange.
-Masz!
-Ta też nie…
-Masz i zmiataj!
~Jest cześć siema~!

Chcę doładować, ale jakieś żule się na mnie gapią, więc wolę nie ryzykować. Chowam wszystko głęboko do torby i podczas siłowania się z rzepami spostrzegam żółty autobus z numerem 83.
.
.
.
Aaa~ To mój! Wskakuję w ostatnim momencie potrącając kogoś po drodze.
Kasuję bilet, ludzie się na mnie gapią. Czy oni wszyscy jeżdżą na gapę? :o
Przepycham się na koniec autobusu i stoję w rogu.
Pod koniec trasy wpada siakaś roześmiana elo młodziesh.

-Sorry muoda! *przy zakręcie wpada na mnie jeden elo gość z roześmianej elo mlodzieshy*
-Sorry! *wpada na mnie ten sam elo gostek, tym razem nie potrzebował zakrętu*
-SORRY *szturcha mnie i krzyczy, co wywołuje chichot u jego elo fumfeli*

Zaskakujące jak morderczy wzrok, a następnie totalny ignor działa na takich ludzi.
Gdyby nie to, że musiałam wysiadać, kto wie co by się działo~
~Jest cześć siema yo~!
ok 14,00- wysiadka
14,dziesiąt- w domu, obiad i takie tam. Tata wpada na genialny pomysł- rodzinna wycieczka do palmiarni. Z tego nawiązuje się kłótnia pomiędzy rodzicielami. Nie warto zostać w domu i narażać się mamie. Z drugiej strony nie chce mi się wysłuchiwać jaka to mama jest zła itp. W końcu dochodzę do wniosku, że wolę nie zwracać uwagi na biadolenie ojca i zajmę się podziwianiem natury.
ok 16,00- jedziemy do palmiarni. Powoli się ściemnia. Otaczająca zieleń działa kojąco na nerwy. Uspokajam się trochę. Jest całkiem znośnie. Atmosfera udziela się pozostałym, tata prowadzi mnie i brata do kawiarenki gdzie każde z nas zamawia coś dla siebie.
ok 18,00- zbieramy się do domu.
18,dziesiąt- w domu mama trochę ochłonęła, ale dalej się złości. Idę do swojego pokoju czytać książkę.
19,40- podejście #1

-Marek… daj mi kompa *.* <--babmi -Nie. 19,50- podejście #2 -Marek... -Nie. -Ale czemu? :< -Bo mnie nie było cały dzień. -Mnie też. -Co mnie to? 20,00- podejście #3 -Prooooszę? -Przecież WoE jest o 21. -Eee... Nie? Już się zaczęło. -Aha. (...) -MAREK~! -Nie. 20,15- podejście #4 -Już? -Nie. -Czemu mi nie chcesz dać? ;__; -Bo się ciągle pytasz. Gdybyś mi raz powiedziała, to blablabla -Już? -No dooobra, ale blablabla -Sioo~ >,< -Kk… 20,dziesiąt- Party plox~ 20,dziesiąt- Proszę mnie nie zabi… Au. 21,dziesiąt- Czy możesz mnie nie… Bolauo. 22,ileś- Idę się umyć, ścielę łóżko, pakuję się, kładę się spać. 01,ileś- *tuuut* ~Jest cześć siema yo elo~!!!!112 Ale to wcale nie był zły dzień… http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/banany.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/bonsai.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/drozka.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/gora.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kaktuski.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kaktusy.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/karpie.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/kfijatek.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/listek.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/palma.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/stawik.jpg http://tusia_d.w.interia.pl/palmiarnia/ziele.jpg

o życiu

6 lutego 2006

O życiu się zachciało, la? To będzie coś bardzo życiowego:
„Wybrane opowiadania Borowskiego”
[Pożegnanie z Marią]
(…)
Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. Trupoblade, kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. Stała w aucie, wciśnieta w tłum tuż przy żandarmie. Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa, prosto w reflektor. Poruszała wargami, jakby chciała zawołać. Zachwiała się, omal nie upadła. Samochód zatrząsł się, zawarczał i nagle szarpnął. Nie wiedziałem zupełnie co robić.
(…) Marię wywieziono do obozu nad morzem, zagazowano w komorze krematoryjnej, a ciało jej zapewne przerobiono na mydło.

[U nas w Auschwitzu...]
(…)
Wyciągnął serdecznie rękę.
- A, to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka..
- Nie, jabłek nie mam dla ciebie- odrzekłem przyjaźnie.- Nie umarłeś jeszcze, Abramek? Co słychać?
- Nic ciekawgo. Czeski my zagazowali.
- To wiem i bez ciebie. A osobiście?
- Osobiście? Jakie u mnie może być „osobiście”? Komin, blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A, chcesz wiedzieć- osobiście: Wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. A wiesz jaki?
Byłem bardzo uprzejmie ciekaw.
- A taki, że bierzemy cztery dzieciaki z włosami, przytykamu głowy do kupy i podpalamy włosy. Potem pali się samo i jest gemacht.
- Winszuję- rzekłem sucho, bez entuzjazmu.
Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy:
- Te, fleger, u nas, w Auschitzu, my musimy bawić się, jak umiemy. Jak by szło inaczej wytrzymać?
I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. Ale to jest nieprawda i groteska, jak cały obóz, jak cały świat.

[Dzień u Harmennach]
(…)
- Andrej, konczaj ich! Kapo kazał!
Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. Grek zasłonił się ręką, zaskowyczał i upadł. Andrzej położył mu kij na gardło, stanął na kiju i zakołysał się.
(…)

Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. Unterscharfuhrer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz, drugi, trzeci. Potem zaczął bić po głowie. Pejcz świszczał, twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami, ale Iwan nie padał. Stał z czapką w ręce, wyprostowany, z rękoma wzdłóż bioder. Nie uchylał głowy, chwiał się tylko całym ciałem.
(…)

Wiosną dziewczynkę bez nogi trzymają za ręce i za tę jedną, pozostałą nogę. Łzy ciekną jej po twarzy, szepce żałośnie: „Panowie, to boli, boli…”. Ciskają ją na auto między trupy. Spali się wraz z nimi.

jebit twoju mat’, blad’ jewreskaja!

Może coś bardziej „o życiu”?

„Tabu”

- Dobrze, powiem wprost. Wasz związek nie ma prawa istnieć.
- Co zamierzasz zrobić, żeby nam przeszkodzić?- rzuciła wyzywająco.
- Ja? Poza mną jest jeszcze cały świat i jego porządek moralny.
- Chcesz powiedzieć, że to, co zrobiliśmy, jest niemoralne?
- Tak! Nie. W pewnym sensie…- Jacek zdał sobie sprawę, że czeka go niełatwe zadanie.- Pamiętasz, Martuniu, kiedy byłaś mała, bardzo mała, i zbliżałaś się na przykład do półki z książkami, których nie wolno ci bylo ruszać, albo sięgałąś po szklankę z wrzątkiem, wtedy ja krzyczałem: „tabu!”, a ty wiedziałaś, że robisz coś zakazanego. Te zabronione rejony jednocześnie cię przerażały i pociągały. Kusiło cię, żeby jeszcze raz spróbować, ale w końcu akceptowałaś nasze zakazy. Najchętniej krzyknłąbym: „Marta, tabu!”.
Przyjmij to do wiadomości, uwierz, nigdy tego nie rób i nie pytaj o racje. Gdybym był wierzący, mógłbym ci powiedzieć po prostu: „Pan Bóg nie chce, abyś tak postępowała, a jeśli nie posłuchasz, pójdziesz do piekła”. Niestety jak rozumiem, to już na ciebie nie działa.
- Nie. Ani tabu, ani żaden Pan Bóg. Chciałabym zrozumieć…
- Czy ty naprawdę nie czujesz, że zrobiłaś coś złego?
- Czuję, że powinnam się wstydzić, że postąpiłam wbrew temu, co inni uważają za słuszne. Ale nie, nie było to złe.
- A ja czuję z ogromną pewnością. Tego nie wolno robić.
- A dlaczego?
- Postaram ci się wytłumaczyć, choć ja, prywatnie, żadnych uzasadnień nie potrzebuję.
- A jeśli ja tego nie czuję? Myślisz, że masz mnie jakimikolwiek argumentami przekonać do zmiany uczuć?
- Chyba nie. Muszę po prostu uznać ten fakt: różnimy się i prawdopodobnie różnicy tej nie da się zlikwidować. tylko jest mi trudno uwierzyć. Dotąd wydawało mi się, że ludzie- no może poza jakimiś dewiantami- w tej kwestii czują to samo. Dzieci z izraelskich kibuców nie zawierają między sobą małżeństw, bo wychowywały się razem i traktują się jak rodzeństwo.
- To zrozumiałe- przyznała Marta.- Tylko że ja poznałam Marka dopiero w zeszłym roku.
- Ale od początku wiedziałaś, że to twój cioteczny brat!

A, o moim życiu?

~Nikt cię nie słyszy bo nikt cię nie słucha~

Mama: Marek wyżera po nocach! Zniknął cały chleb!!~!~!~!!!!!11
Marek: Ja? *uśmieszek*
Tsu: Ale jak? Cały.. chleb..
Tata: Nigdy nie pomyślałbym, że chleb można pokroić na 3 kromki :O
Marek: Jak się kroi wzdłóż.. *dumny*

Tsu: Mehehehe~ Ale szajs, co mi za starocie ‚zapodajesz’?
Marek: Ty sie nie znasz! To jest nowe~! Przed chwilą to wymyśliłem..

Wszystko w porządku. Nic cikawego, nic nowego, nic miłego, nic szczególnego.
…Nic.

Boję się lekarzy ;____;

Szadka + Kinga = WNM~~~!!!!!!!1*
Krzysiek + Nicola = WNM~!~!~!~!1*
Andzia + Szymon = WNM!!!!!!!!!!12~*

*= Wielka Niespełniona Miłość

Wróżby :3
ANGELIKDOMSZYUŁTRC =9
AN_ELIK_OMSZYU_T
_N___I__OM
_____I
_____I

231225213322221211
343347436
977104
1378
910
91%

8= miłość
Andzia, on cię kocha na 91%!!!~

.
.
.

._.

…ale osochozi, jak to Henryk pijenknie ujął?

Caemu tak bardzo denerwują mnie błache sprawy, a przy poważniejszych nie potrafię się wkurzyć?

Turulu lo~uf
(True love) kocham japoński angielski (?) ;d

[lekcja historii]
Historyk: Oni znowu mnie nie słuchają! T-T

Użyj mocy Maciej~!
~Moja szufladko~~~~~~~
|
|
|
- Kurna, będziecie cicho czy nie?! >,<‚ http://www.hoogerbrugge.com/ml.html <– From Seph~ Ale wiecie co? Na 10 ludzi 10 umiera, więc nie ma sie o co martwić, la~!

19 stycznia 2006

Douce nuit, Sainte nuit~!

24 grudnia 2005

Aaahh~ Święta :o

Postanowiłam, że ta notka będzie weselsza ^-^
*wdech i wydech* Chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepsiejszego, duuuzio źdrówka, szczęścia, uśmiechu, spełnienia marzeń (tych dużych i tych małych~) i teges, co się będę rozpisywać xP

Robi~

„Z życia wytrzaśnięte”

Tsu: On ma na nazwisko Jerzy Dudek? :o
Vay: Nie, na imię.

Adaś: Tylko nie bierz tego do buzi!! To chomików~

Al: Oszustem jest tylko ten, kto dał się złapać.

Mama: Dziecko musi być czyste.

Anita: Skoknij tu, skoknij tam~

[podczas odwiedzin]
?: Potrzebujesz więcej wątróbki!
Julia[lat 6]: Ty zboczeńcu..

Julia[lat 6]: Nie dość, że masz marzenia erotyczne, to jeszce masz dziewczynę!

Julia[lat 6]: Masz dziewczynę płytkę, bo ją macasz.

Julia[lat 6]: Zboczeńcu ty jeden~Zaraz ci podrę ubranie!11

Julia[lat 6]: Trzeba poboxować żeby nie żył. Już nie będzie zboczeńcował świata.

Julia[lat 6]: Nie wyrażaj swojego zboczeństwa!

Julia[lat 6]: W przedszkolu różne plotki chodzą~

Julia[lat 6]: Em Em Em zboczeniec pe-el

Julia[lat 6]: Każdy zboczeniec ma bloga i nie może używać mydełka FA

Julia[lat 6]: Zboczony Piotrku FA~!

*Julia rzuciła się na Vaya*
Vay: Miss, miss~
*po 5 min*
Vay: 1 dmg..

Julia[lat 6]: Wyzywam cię na turniej między Bogiem a zboczeństwem!

Julia[lat 6]: Przygotuj się do krwawego boxu
*podnosi poduszkę*

Julia[lat 6]: Zabójcza poduszka turbo 3D~!

Julia[lat 6]: Niech się zajmie grobem, niech wypłoszy trupy~!!!!11

Tsu: Ale o jakich wariatów chodzi?
Koru: No.. Normalnych~!

[pijana rodzinka śpiewa kolędy]
Wśród nocnej ciszy, Bóg się wam narodził~!

Wujek: Co on ci tak kadzi?
Mama: Chyba nie wie, że mam okres..

[na przedstawieniu szkolnym]
-I zawsze kiedy.. ee..
*popych*
-Zawsze wtedy jest Boże Narodzenie!

I tym przeoptymistycznym akcentem kończę tą kurisumasową notkę~
*ukłon*

Get lost! >

2 grudnia 2005

Cisnęła talerzem daleko na skraj pokoju. Byle jak najdalej! Wraz z hukiem tłuczonego szkła poczuła ból. Drobinki tłuczonego naczynia były wszędzie. Stała oszołomiona własnym czynem. Szkiełka odbijąjąc sztuczne światło lampy lekko ją oślepiały. Nie potrafiła racjonalnie myśleć. Wogóle nie myślała. Nie umiała się ruszyć. Czas zatrzymał się. Usidlił ja w tej pełnej nienawiści chwili. Samą.
Opadła na kolana raniąc je sobie. Łzy ściakały po policzkach.
Długo nie mogła się otrząsnąć.
A więc to tak. Właśnie tak boli miłość bez wzajemności. Miłość, ktora nie miała prawa się narodzić. To nie jest prawdziwa miłość, bo przecież prawdziwa zawsze jest odwzajemniana.
Byłam oszukiwana? Od jak dawna? W czym zawiniłam? Oh, ty i twoja naiwność…
Nie mam już sił. Nie chcę tego dłużej ciągąć! Leave me alone!~

„Życie przecież to agonia” (‚Japońska rycina’ – Jacek Kaczmarski)


  • RSS